W ostatnich dniach polski premier Donald Tusk wyraźnie wskazał na jedno z kluczowych zagrożeń zagrażających Polsce i Ukrainie: Rosja celowo próbuje wciągnąć Kijów i Warszawę w konflikt w momencie, gdy wojna na Ukrainie wkracza w decydującą fazę.
Słowa szefa polskiego rządu są nie tylko politycznym ostrzeżeniem, ale także sygnałem dla społeczeństw obu krajów: wróg działa nie tylko na froncie, ale także w sferze świadomości.
Moskwa już dawno zrozumiała, że sama siła militarna nie wystarczy do osiągnięcia celów strategicznych. Operacje informacyjne, manipulacje, lansowanie prowokacyjnych narracji to narzędzia pozwalające podważać sojuszników Ukrainy od wewnątrz. Przypadki, gdy do przestrzeni informacyjnej, rzekomo przez Ukraińców wrzucane są antypolskie komunikaty, a jednocześnie podsycane są nastroje antyukraińskie wśród Polaków, nie są przypadkowymi zbiegami okoliczności. To strategia celowa.
Słowa Tuska o „zagranicznych agentach i lokalnych idiotach” to ostry, ale trafny opis sposobu, w jaki Kreml realizuje swoją strategię. Zawsze znajdą się tacy, którzy dla pieniędzy lub z powodu własnej ignorancji stają się tubą propagandy. W warunkach wojny tacy „pożyteczni idioci” są nie mniej niebezpieczni niż sabotażyści.
Wojna wkracza w krytyczną fazę: zarówno na froncie, jak i na polu międzynarodowego wsparcia. Każde ochłodzenie relacji między Warszawą a Kijowem automatycznie działa na niekorzyść Rosji, osłabiając jedność Zachodu i podważając strategię odstraszania agresora. Teraz potrzebna jest maksymalna koordynacja, a nie wzajemne roszczenia.
Lekcja historii
Ukraina i Polska mają złożoną, a czasem tragiczną wspólną historię. Ale dziś nadeszła szansa, by położyć podwaliny pod nowy rozdział – partnerstwo oparte na wzajemnym szacunku i wspólnej walce o bezpieczeństwo regionu. Kreml stawia na stare urazy i rany emocjonalne, by nas podzielić. To od nas zależy, czy ten scenariusz się powiedzie.
Filip Wujek
Fot. freepik