Atak Donalda Trumpa na Iran nieoczekiwanie pokazał, że Ukraina nadal ma swoje mocne strony w polityce międzynarodowej.
Rok temu, podczas spotkania w Białym Domu, prezydent USA ostro odpowiedział Wołodymyrowi Zełenskiemu, stwierdzając: „Nie macie do tego uprawnień teraz”. Rok później sytuacja się zmieniła. Teraz w Kijowie ukraińscy urzędnicy prowadzą negocjacje z przedstawicielami USA, którzy są zainteresowani badaniem ukraińskich technologii zwalczania dronów.
„Nasi partnerzy zwracają się do Ukrainy o pomoc” – powiedział Zełeński w środę wieczorem. Według niego, odpowiednie prośby już wpłynęły ze strony amerykańskiej.
Prezydent zauważył również, że trwają negocjacje z państwami Bliskiego Wschodu, które chcą wzmocnić ochronę przed zagrożeniami ze strony Iranu. Należą do nich Zjednoczone Emiraty Arabskie, Katar, Jordania i Bahrajn. Kijów otwarcie twierdzi, że współpraca ta powinna przynieść Ukrainie również korzyści dyplomatyczne.
„Wszelka pomoc, której udzielamy, jest możliwa tylko pod warunkiem, że nie osłabia naszej własnej obrony. Jednocześnie jest to inwestycja w nasz potencjał dyplomatyczny: pomagamy bronić tych, którzy wspierają Ukrainę i przyczyniają się do sprawiedliwego zakończenia wojny” – podkreślił Zełeński.
Doświadczenia bojowe Ukrainy
Zainteresowanie wydarzeniami na Ukrainie ma praktyczne uzasadnienie. Stany Zjednoczone coraz częściej zwracają uwagę na ekonomiczną nieefektywność stosowania drogich systemów obrony powietrznej w porównaniu z tanimi dronami. Na przykład pocisk przechwytujący PAC-3 dla systemu Patriot kosztuje około 4 milionów dolarów, a irański dron Shahed około 30 000 dolarów.
Po decyzji Trumpa o ataku na Iran wraz z Izraelem, Teheran odpowiedział atakami dronów i rakiet balistycznych, uderzając w amerykańskie bazy, sojuszników USA, a także w odległe cele na Cyprze i Azerbejdżanie.
Sekretarz obrony USA Pete Hegseth powiedział w Pentagonie, że większość ataków zostaje przechwycona, ale czasami rakiety lub drony przebijają się przez obronę.
Ukraina ma unikalne doświadczenie w przeciwdziałaniu takim zagrożeniom. Od ponad czterech lat codziennie odpiera rosyjskie ataki rakietami i dronami, z których znaczną część stanowią irańskie Szahedy. Według Instytutu Nauki i Bezpieczeństwa Międzynarodowego, w styczniu Ukraina wychwytywała na radarach średnio 143 drony i ich imitatory dziennie, z czego około 122 zostało zestrzelonych.
Ukraińskie wojsko nie tylko nauczyło się skutecznie bronić przed dronami, ale także aktywnie wykorzystuje je w operacjach ofensywnych. Ubiegłoroczny estoński projekt szkoleniowy „Jeż” był tego przykładem. Ukraiński zespół dziesięciu operatorów dronów Nemesis zdołał przechytrzyć dwa bataliony sił NATO.
Podczas gdy kraje Zachodu i Zatoki Perskiej próbują dostosować się do nowej rzeczywistości ataków dronów, Kijów oferuje podzielenie się własnym doświadczeniem.
„Nasi operatorzy dronów i specjaliści obrony powietrznej mają ogromne doświadczenie praktyczne. Jesteśmy gotowi podzielić się nim z partnerami” – podkreślił Zełeński.
Czasem dziesięciu ludzi jest silniejszych niż batalion
Podpułkownik Pavel Laktionov, zastępca dowódcy 412. Brygady Bezzałogowych Systemów Nemesis, opowiedział POLITICO, w jaki sposób jego jednostka pokonała siły NATO podczas ćwiczeń i co to oznacza dla współczesnej wojny. Według niego nowa rzeczywistość pola bitwy radykalnie zmienia równowagę sił.
„Dziś dziesięciu ludzi dysponujących odpowiednimi dronami i umiejętnościami może być skuteczniejszych niż cały pułk lub batalion walczący według podręczników z ubiegłego wieku” – wyjaśnił.
Podczas pięciodniowych ćwiczeń „Jeż” Ukraińcy używali ciężkich dronów uderzeniowych Nemesis. Wykonywały one szeroki zakres zadań: niszczenie celów, zdalne minowanie terenu oraz dostarczanie amunicji, leków, a nawet żywności w trudno dostępne rejony frontu.
Według Laktionowa kluczem do sukcesu był czynnik nieprzewidywalności. Wojska NATO, bazujące na pojazdach opancerzonych i lotnictwie, nie były przygotowane do takiego podejścia.
Ukraińcy zaatakowali pozycje tylne, które alianci uznali za bezpieczne, odkryli skupiska sprzętu, zaminowali szlaki przemieszczania się i użyli walki elektronicznej w celu unieszkodliwienia załóg i pojazdów.
Wielu żołnierzy NATO było zdezorientowanych nowymi zagrożeniami.
„Ich logika nadal zakładała istnienie bezpiecznego zaplecza. We współczesnej wojnie coś takiego już nie istnieje. Bezpieczeństwo to iluzja” – zauważył Laktionow.
Według niego lasy, które wcześniej były uważane za naturalne schronienie, są teraz łatwo „odczytywane” przez czujniki podczerwieni i termowizyjne. Każdy sprzęt lub osoba staje się wyraźnym celem na ekranie operatora drona.
„Nasze wojsko żyje w ciągłym zagrożeniu. Każdy krzak i każda droga mogą być pułapką” – dodał.
Wzajemna nauka
Ćwiczenia przyniosły Ukraińcom same korzyści: nie doszło do bezpośredniej wymiany ognia, a jedynie uniemożliwiono wojskom NATO zbliżenie się do linii ataku.
Zdalne prace górnicze zatrzymały konwoje sprzętu, a drony zniszczyły kluczowe elementy infrastruktury.
Wymiana doświadczeń przebiega jednak w obie strony. Wielu ukraińskich żołnierzy zostało również przeszkolonych zgodnie ze standardami NATO, co stanowi znaczące odejście od podejścia radzieckiego.
„Systematyczność, protokoły kontroli ognia, koordynacja — oto standardy, które nabrały kluczowego znaczenia w pierwszych miesiącach wielkiej wojny” — zauważył Laktionow.
Według niego, po takich ćwiczeniach sojusz zaczął zmieniać już swoje podejście.
NATO rozważa przeprowadzenie większej liczby ćwiczeń z wykorzystaniem dronów, aktywniejsze zaangażowanie ukraińskich instruktorów oraz dokonanie przeglądu wewnętrznych standardów operacji bojowych.
Kijów chce teraz wykorzystać to doświadczenie jako narzędzie dyplomatyczne w globalnej walce z irańskimi rakietami i dronami.
„Dziś cały świat widzi, że nasze doświadczenie w dziedzinie obronności jest pod wieloma względami wyjątkowe. Jesteśmy gotowi podzielić się nim z tymi, którzy wspierają Ukrainę” – podsumował Zełeński.
Filip Wujek
Fot. freepik








