Konferencja Bezpieczeństwa w Monachium stała się swego rodzaju testem sił dla napiętych relacji między Stanami Zjednoczonymi a Europą – i pokazała, czy Europa będzie w stanie utrzymać swoją nową pewność siebie.
Prawie rok temu wiceprezydent USA J.D. Vance wygłosił w Monachium miażdżące przemówienie, ostro krytykujące Europę. Od tego czasu stosunki transatlantyckie doznały szeregu ciosów: administracja Trumpa udzieliła poparcia dla prawicowych sił w Europie, nałożyła dotkliwe cła, a nawet groziła siłą zajęciem Grenlandii i wydała oświadczenia, które umniejszały zasługi europejskich żołnierzy poległych w Afganistanie i Iraku.
Pomimo najgłębszego kryzysu w tej ponad 70-letniej współpracy, więzi między Waszyngtonem a NATO nie zostały całkowicie zerwane. Dyplomaci i dowódcy wojskowi z całej Europy przyznają, że sojusz faktycznie jest w kryzysie, ale nie rozpada się. Jednak jego przyszła forma może znacząco różnić się od dotychczasowej.
Przywódcy europejscy są teraz coraz bardziej przekonani, że mogą działać bardziej niezależnie — i mogą zostać do tego zmuszeni, jeśli prezydent Donald Trump zdecyduje się na całkowitą przerwę.
„Nie porzucają nas, ale priorytety się zmieniły” – zauważył przedstawiciel jednego z państw członkowskich NATO.
Szczyt w Monachium będzie testem tego nowego zaufania i sprawdzianem stanu więzi transatlantyckich – osłabionych, ale jeszcze nie zerwanych.
Na szczeblu roboczym kontakty dyplomatyczne i wojskowe między USA a UE są nadal bardzo owocne. Strony powołują się na regularne wspólne ćwiczenia w Europie, pozytywne negocjacje w sprawie utrzymania amerykańskiej obecności wojskowej oraz autorytet dowódcy sił NATO, generała Aleksusa Hrynkiewicza – potomka uchodźców z Białorusi do USA na przełomie XIX i XX wieków.
Państwa sojuszu zgodziły się zwiększyć wydatki na obronność do 5% PKB, zgodnie z żądaniami Trumpa. Amerykańskie zakupy broni również osiągnęły rekordowy poziom.
Jednak wątpliwości co do wartości europejskich i krytyka jej armii nadszarpnęły to zaufanie. Na początku lutego doszło nawet do napięć między Waszyngtonem a Warszawą, jednym z najwierniejszych sojuszników USA, po tym, jak ambasador USA wygłosił ostre uwagi pod adresem marszałka polskiego parlamentu.
„Byliśmy o krok od punktu krytycznego w sprawie Grenlandii” – powiedział jeden z europejskich urzędników. „Mam nadzieję, że w Monachium zrozumieją, że Europa się zmieniła. Tak, potrzebujemy Stanów Zjednoczonych, jesteśmy gotowi do współpracy, ale zaufanie jest już bardzo ograniczone”.
W tym roku amerykańska delegacja będzie wyglądać inaczej. Zamiast wiceprezydenta przemawiać będzie sekretarz stanu Marco Rubio. Towarzyszyć mu będzie jego zastępca, Christopher Landau, który wcześniej oskarżał UE o podważanie bezpieczeństwa samych Stanów Zjednoczonych.
Sekretarz obrony Pete Hegseth również nie weźmie udziału w spotkaniu ministrów obrony NATO w Brukseli przed konferencją. Zastąpi go dyrektor polityczny Pentagonu, Elbridge Colby, jeden z niewielu wysokich rangą urzędników Departamentu Obrony USA, którzy przybyli do Monachium.
Nieobecność Vance’a została przez wielu odebrana jako ulga. Dyplomaci oczekują, że Rubio nie wykorzysta forum do konfrontacji z Europą, twierdząc, że administracja Trumpa skupia się bardziej na polityce wewnętrznej przed wyborami uzupełniającymi w USA.
Europejczycy starają się podkreślać wspólne interesy, zwłaszcza w dziedzinie handlu. W końcu sojusznicy przeszli razem przez trudne próby: wojnę w Afganistanie i szeroko zakrojoną modernizację swoich armii po inwazji Rosji na Ukrainę w 2022 roku.
„Putinowi nie udało się nas podzielić – stało się wręcz przeciwnie” – podkreślił oficer z kraju NATO. „Szwecja i Finlandia przystąpiły do Sojuszu. NATO jest dziś silniejsze, a jego znaczenie dostrzegają nie tylko Europejczycy, ale także wielu Amerykanów”.
Jednocześnie Europa rozumie, że podejście obecnej administracji uległo radykalnej zmianie. Przedkłada ona stosunki dwustronne z poszczególnymi rządami nad współpracę z Unią Europejską jako instytucją – to prawdziwy zwrot o 180 stopni w porównaniu z latami poprzednimi.
Wygląda na to, że kraje europejskie szukają innych alternatyw. Szwecja, Norwegia, Niemcy i Holandia potwierdziły konsultacje w sprawie stworzenia własnego odstraszania nuklearnego.
Symboliczny sygnał nadeszło z przemówienia kanadyjskiego premiera Marka Carneya na forum w Davos, gdzie ogłosił on „załamanie” opartego na zasadach porządku międzynarodowego. Wezwał „średnie mocarstwa” do wspólnego działania, bo „jeśli nie jesteśmy przy stole, jesteśmy w menu”.
Europejscy dyplomaci twierdzą, że nadszedł czas, aby działać bardziej niezależnie i nie podążać ślepo za Waszyngtonem. „Europa jest zdolna przeciwstawić się Rosji” – powiedział jeden z dyplomatów, zauważając, że gospodarka Rosji jest porównywalna z włoską. Jednocześnie nadal konieczne jest utrzymanie bliskości gospodarczej i wojskowej ze Stanami Zjednoczonymi.
Największą obawą jest to, czy Stany Zjednoczone utrzymają znaczącą obecność wojskową w Europie, ponieważ Trump i jego sojusznicy wielokrotnie sugerowali, że ta sytuacja może ulec zmianie.
W Monachium raczej nie będzie głośnych debat publicznych. Jednak europejskie stolice są coraz bardziej skłonne bronić swoich stanowisk.
„Lepiej jest wzmocnić się wewnętrznie i być silniejszym z wyprzedzeniem” – podsumował jeden z dyplomatów. „Nie możemy jednak pozwolić, by wywierano na nas presję ani nas zastraszano”.
Filip Wujek na podstawie politico
Fot. Alexus Hrynkiewich. Fot: instagram.com/usafcent/








