Relacje między Polską a Ukrainą należą do kluczowych w tej części Środkowo-Wschodniej Europy. Ich podstawą są nie tylko wspólna historia i dziedzictwo kulturowe, lecz także realia polityczne i bezpieczeństwa.
Po pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę to Polska stała się pierwszym i najwierniejszym sojusznikiem Ukrainy – zarówno na poziomie politycznym, gospodarczym i społecznym. Dlatego każde publiczne słowo, które rzuca cień na te relacje, wymaga wyważonej analizy.
Ostatnie wypowiedzi poszczególnych przedstawicieli polskiej „Konfederacji”, zwłaszcza z trybuny parlamentu, wywołały poruszenie zarówno na Ukrainie, jak i w polskim społeczeństwie obywatelskim.
Mowa tu nie tylko o zabarwionym emocjonalnie słownictwie dotyczącym Ukrainy, ale także o przesunięciu akcentów w tonie dialogu dwustronnego – ze strategicznego partnerstwa na oskarżenia o konflikt.
Jednym ze stałych elementów retoryki „Konfederacji” jest odwoływanie się do bolesnych kart wspólnej przeszłości, w szczególności do tragedii wołyńskiej. Jest to kwestia niezwykle drażliwa dla obu narodów i wymagająca historycznego taktu oraz wzajemnej empatii. Jednak wykorzystywanie tego tematu w przestrzeni publicznej do formułowania ostrych żądań lub emocjonalnych sprzeciwów może stwarzać wrażenie presji politycznej, a nie konstruktywnej dyskusji.
Ukraina nie neguje potrzeby szczerego dialogu o przeszłości. Dialog taki jest jednak możliwy tylko wtedy, gdy obie strony są gotowe uznać złożoność procesów historycznych i nie wykorzystywać przeszłości jako narzędzia politycznej polaryzacji.
Tematy społeczne i ryzyko podsycania uprzedzeń
Nie mniej donośna jest krytyka ze strony „Konfederacji” dotycząca rządowego wsparcia dla obywateli Ukrainy, którzy znaleźli tymczasowe schronienie w Polsce. Sformułowania takie jak „nadmierna hojność” czy „przywileje socjalne dla cudzoziemców” kreują fałszywy obraz uchodźców jako obciążenia. Taka retoryka może zwiększać napięcie w polskim społeczeństwie i tworzyć atmosferę nieufności, która szkodzi nie tylko Ukraińcom, ale także wewnętrznej spójności samej Polski.
Są to ważne kwestie, warte publicznej dyskusji – jednak musi ona być zrównoważona, analityczna, uwzględniać rzeczywiste dane i długoterminowe konsekwencje, a nie być pod wpływem krótkoterminowych efektów wyborczych.
Między sojuszem a sceptycyzmem
Poszczególni deputowani „Konfederacji” kwestionują perspektywy strategicznego partnerstwa między Ukrainą a Polską, w szczególności sprzeciwiając się integracji euroatlantyckiej naszego kraju. Takie stanowiska, wyrażane na wysokim szczeblu politycznym, obniżają zaufanie do dialogu i budzą zaniepokojenie w społeczeństwie ukraińskim.
Ukraina nie oczekuje bezwarunkowego wsparcia ze strony Polski, ale docenia wsparcie, które jest oparte na pewnych zasadach. Jeśli chodzi o bezpieczeństwo Europy, nie mamy do czynienia z konfliktem między dwoma państwami, ale z globalnym zagrożeniem, które dotyka wszystkich. W tym kontekście zrozumienie motywacji Ukrainy przez partnerów jest niezwykle ważne.
Wspólna przyszłość wymaga odpowiedzialnego języka
Relacje międzypaństwowe kształtują się nie tylko poprzez noty dyplomatyczne, ale także poprzez debaty publiczne, komentarze polityków i tonację debaty publicznej. I tu właśnie pojawia się potrzeba powściągliwości. Radykalne oświadczenia – nawet jeśli nie są oficjalnym stanowiskiem państwa – tworzą atmosferę napięcia, którą trudno później zneutralizować.
Polska i Ukraina mają niezwykle głębokie perspektywy współpracy – w dziedzinie bezpieczeństwa, energetyki, odbudowy i kultury. Ale te perspektywy są niemożliwe bez wzajemnego szacunku. Odpowiedzialność za słowa w czasie wojny jest częścią europejskiej kultury politycznej. A jej przestrzeganie będzie gwarancją, że obydwa państwa pozostaną sojusznikami nie tylko na papierze, ale także w sercach obu narodów.
Retoryka oparta na podziałach, emocjach i traumie historycznej grozi zniszczeniem tego, co budowano latami. Teraz czas nie na emocje, ale na powściągliwość. Nie na rzucanie, ale na dialog. I nie na korzyści polityczne, ale na strategiczną wizję wspólnej europejskiej przyszłości.
Filip Wujek